I miałam rację. Imprezy licealne są tak straszne jak pogo. Szarpnęłam moim ciałem w lewo, gdy dwójka chłopaków z rulonikami z papieru przyglądnęli się mi, Seanna nie wydawała się tak przerażona jak ja, gdy zauważyłam z jakim wdziękiem przysunęła się.
Seanna założyła tą maleńką, koronkową spódnicę w kolorach tęczy. Jej włosy były w seksownym bałaganie i myślę, że zapomniała o moich, bo ciągle były spięte. Ubrała brzoskwiniową bluzkę z dużym dekoltem, ukazującym jej piersi bogini, których jej zawsze zazdrościłam.
Muzyka była głośno i można było czuć bass w całej okolicy. Na szczęście nikt nie nasłał szczurów na kogokolwiek kto zorganizował imprezę. Seanna znała nazwiska, ja nie. Wszyscy mieli czerwone kubki w rękach i najbardziej przypadkowe przedmioty były porozrzucane wszędzie.
Bita śmietana, pistolety na wodę, piłki plażowe, puszki sody i konfetti. To było jak magiczna wyspa z tandetną muzyką i dużą ilością alkoholu. To było jak domek Barbie.
Drogie samochody ustawione wzdłuż ulicy obok Contry Club na strzeżonym osiedlu. Drogie auta oznaczały, że to była impreza dla 'popularnych'. Wiedziałam, że nie zobaczę tu moich znajomych z AP. Westchnęłam.
Zaczęłyśmy w pobliżu drzwi, na szczęście. Założyłam zabójcze szpilki, które już powodowały ból moich stóp. Byłam w mojej czarnej spódnicy, która była konserwatywna dla dwunastolatki ale puszczalska dla siedemnastolatki.
Skończyłam na przekonywaniu Seanny do założenia szarego topu. W każdym razie, podnosiła i odkrywała mój koronkowy top, który miałam pod spodem. Pomalowała eyelinerem moje oczy i nałożyła mi błyszczyk na usta. Wtedy, przeciągnęła mnie do swojego samochodu, dosłownie przeciągnęła. Czy ona myślała, że ja mogłam sama chodzić w tych butach?
-Dobra, zanim tam pójdziemy chcę żebyś- czekaj.- jej brwi się zmarszczyły- Co z twoimi włosami?- zapytała ze złością.
-Tak je zostawiłaś! Nie powiedziałaś mi, żebym to zdjęła.
-No, znaczy, nie było to w przypuszczeniu panny akademickiego dziesięcioboju (?) ?
-Przypuszczenia są dezaprobatą dla akademickich dziesięcioboistów.
-Palant.- przewróciła oczami. Ostro wyrwała klips z moich włosów i wyrzuciła go do żywopłotu. - Kto wiedział, że masz takie seksowne włosy?- zachichotała. Zmarszczyłam swój nos.
-Dobra, teraz cię ostrzegę.- przerwała, słysząc głośny trzask z domu- To może być naprawdę fajna zabawa, jeśli będziemy trzymać się razem. Ale jeśli cię stracę, prawdopodobnie nie znajdę cię do końca, więc powiem to na wyrost. Miej. Zabawę.- dałam jej uspokajający wzrok, tylko dlatego, że ona dała mi jeden sugerujący.
-Co? Mogę mieć ubaw...
-Tylko mówię, Cara, jeśli się zmieszamy nie chcę, żebyś była nieszczęśliwym, zagubionym szczeniaczkiem przez całą noc.
-Po prostu będę się ciebie trzymać, nie zostawię cię.- wzruszyłam ramionami. Jakie są szanse, że zostaniemy rozdzielone?
Ta mała sprzeczka miała miejsce około 45 minut. I rzeczywiście, zgubiłam Seannę. I rzeczywiście, to nie była moja wina. To był jej społeczno-motyli tyłek, który porzucił mnie po 10 minutach, odkąd wzięła nam trochę punchu z misy i wtedy zobaczyłam ją z jednym chłopaków z jej listy do-zrobienia.
Czy to podczas slajdu cha-cha, w którym wszyscy wypici brali udział, do właścicieli domu, żyrandol był rozbity. Tak czy inaczej, Seanna miała rację. Byłam zagubionym szczeniaczkiem w morzu hormonalnych nastolatków i zdecydowanie nie bawiłam się dobrze.
Zastanawiałam się jak Seannie układało się z jej chłopakiem...i znowu, dlaczego w ogóle się tym przejmuję? Myślałam o tym, jak Justin powiedział, że za bardzo angażuję się w życie innych par i jak powinnam znaleźć swoją własną. Zastanawiałam się, czy powinnam spróbować dzisiaj wieczór, ale jedynym powodem, dla którego Justin chciał bym je miała, było to, że był on jedynym, który chciałby je mieć ze mną.
Moje obcasy stukały o marmurową posadzkę, gdy odeszłam z zawalonego nastolatkami salonu w kierunku napojów, czyli kuchni.
I tak nie wiedziałam co dostanę, chciałam tylko wodę.
Ale oczywiście nie dostałabym wody, więc część mnie nie chciała niepokoić. Próbowałam wszystkiego, przekopując się przez stosy butelek wszędzie w kuchni. Wszystko zostało oznaczone naklejką ABV, więc zdecydowałam nie próbować niczego.
Stado ludzi zapędzonych do kuchni, głośne, nieznośne stado. Moim pierwszym przypuszczeniem byli luzacy, ale nie byłabym w stanie powiedzieć. Spuściłam nisko głowę, nie chcąc zostać zauważoną przez jakiegoś chłopaka z liceum. Prawie pokonałam trudności, kiedy lodowaty, chłodny napój wylądował na moim t-shircie. Pojawiła się mieszanina 'ooooo'- sów, głównie od mężczyzn. Miałam dać wykład temu, który to zrobił, ale zostałam szybko zatrzymana przez jego brązowe oczy.
Czy to było przypuszczenie, że on tu będzie?
-Cholera, tak mi przykro.- rzucił na podłogę pusty już kubek i spotkał mój wzrok- Torres.- mogłam poczuć, że jego oddech zrobił się cieplejszy, tandetny uśmieszek pojawił się na jego ustach- J-ja nie wiedziałem, że będziesz...co ty tutaj robisz?- zapytał z głupkowatym uśmieszkiem. Nie musiałaś widzieć uśmiechu na jego twarzy by wiedzieć, że to robi, można było to poznać po głosie.
Nie wiedziałam, czy być strasznie wkurzoną, dlatego, że moja przednia część bluzki jest kompletnie lepka, czy być oczarowaną jego małym uroczym oszołomieniem w tym momencie.
-Oblałeś mnie punchem, Bieber.- jego twarz zasmuciła się, co nie było moim zamiarem.
-Wiem, przepraszam, mogłem zabrać dla ciebie ręcznik z góry, ale nie widziałem cię. Ale mog- zachichotałam. Dlaczego wokół mnie był nagle taki zdenerwowany. Wiem, że ma tą fiksację na punkcie dania mi miłości w życiu ale całowanie nie zrobi wiele. No, nie zbyt.
-W porządku.- potrząsnęłam głową.
-Więc, to prowadzi mnie do mojego pierwotnego pytania...- zaczął- Jak się tu dostałaś, kochanie?- zapytał, opierając się łokciami o blat. Przewróciłam oczami, jedziemy.
-Seanna.- powiedziałam prosto, krzyżując ramiona na piersiach.- Zaufaj mi, to nie było dobrowolne.
-Widzę, więc myślę, że nie jesteś podekscytowana z tego, że mnie widzisz?- to był typ pytania, na które mam być szczera? Czy typ pytania, na które mam dać fałszywą odpowiedź?
-Jak myślisz?- dałam mu pole, by sam sobie opowiedział. Nie byłam do końca zadowolona, że go widzę, ale jest taki słodki. Więc myślę, że to lepsze niż włóczenie się wokół bezradnie.
-Chyba nie chcesz tu być.- czy to takie oczywiste?- Wydajesz się znudzona.
-Nie piję, więc.
-Nie musisz pić, by się dobrze bawić- zaśmiał się- Musisz się wyluzować, Torres. Założę się, że jeśli by cię z testowali, nie poradziłabyś sobie z tym.
-Nie podoba mi się to.
Przewrócił oczami- Zawsze się bronisz, czy kiedykolwiek się na coś zgadzasz?
-W tym momencie powinieneś znać moją odpowiedź.- uśmiechnął się, potrząsając głową i zaczął iść długimi krokami w stronę kuchni, gdzie jego wszyscy przyjaciele mieli czas swojego życia z farbowaną blondynką w neonowym, różowym staniku, liżąc z niej bitą śmietanę.
-Czekaj - chwyciłam go za łokieć, zanim mógł wziąć następny krok. Uniósł brwi i znajomy uśmieszek pojawił się na jego twarzy. -.. nie ważne.- westchnęłam z przygnębieniem. Potrząsnął głową i zarzucił swoją rękę wokół mnie.
-Chodź, Cara.- powiedział.
-Czekaj, gdzie idziemy?
-Gdzieś, gdzie będzie spokój i cisza.- powiedział, jakby to była najbardziej oczywista rzecz.
Na górze było czysto. Podłogi były wykonane z drewnianych desek a na nich ciemne meble. Ściany były pomalowane na kolor crème brûlée i drogi portrety wisiały na ścianach.
Justin przeprowadził nas przez wiele pokoi, aż w końcu dotarł do pokoju gościnnego. Był fajny, a powietrze świeżo pachniało. Zaświecił światło i zamknął drzwi. Niespodziewanie dom okazał się być naprawdę cichy za zamkniętymi drzwiami.
Justin zaczął zdejmować swoją koszulę. Moje oczy się zdenerwowały.
-Ej, stary, co robisz?- przewrócił oczami.
-Spokojnie. Mam koszulkę pod spodem. Masz.- Rzucił mi swoją czerwono-niebiesko-białą koszulę flanelową. Złapałam ją i zmarszczyłam brwi. - Chcesz być lepka całą noc, czy co, Torres?
-Dobra, odwróć się. - zażądałam surowo.
-Boisz się, nie będzie dla mnie striptizu?- rzuciłam mu spojrzenie, na które w momencie się odwrócił. Uśmiechnęłam się dziewczęco. Ściągnęłam szary, klejący się top i kopnęłam go w bok. Założyłam koszulę i przypięłam rękawy do guzika.
-Jest dobrze. - Justin odwrócił się z przyklejonym do jego muśniętej słońcem twarzy uśmiechem. - Co?
Wzruszył ramionami- Nic, chodź. -skoczył na łóżko, układając się w leżącej pozycji. Skrzyżowałam ramiona z wahaniem.- Daj spokój, Torres.- powiedział.- Nie gryzę.- Uśmiechnął się.
-...chyba, że tego chcesz.- Wymamrotał, ja oddychałam ciężko.- Żartuję! Żartuję!- zaśmiałam się, po czym opadłam na łóżko.
-Co teraz?
-Nie wiem, możemy się zrelaksować. Obejrzeć film czy coś, cokolwiek chcesz kochanie.
To było wtedy, kiedy uświadomiłam sobie coś o Justinie Bieberze, coś czego nie uświadomiłam sobie długo wcześniej. Justin był inny niż wszystkie sportowcy i popularni w naszej szkole. Zawsze był. Każdego innego chłopaka musiałabym chwycić mocna za nadgarstek, gdyby podnosił rąbek mojej spódnicy, może Justin też by tak zrobił, gdybym była inną dziewczyną. Ale nie byłam. Wtedy zaczęłam sądzić, że traktował mnie inaczej niż wszyscy inni.
Bardziej łagodny, bardziej życzliwy. Był niegrzecznym draniem, pewnie. I dziewczyny są dla niego zwykłym obiektem. Więc musiałam zadać sobie pytanie, dlaczego ja? To nie miało znaczenia. Miał numer 8 na mojej liście idealnego chłopaka, odznaczone.
-Hej, mam pytanie...- powiedziałam, podpierając się na łokciu- Czemu lubisz nazywać mnie kochaniem? - nie odpowiedział, po prostu usiadł i chwycił moją rękę.
-Chodź.- powiedział cicho. Chwyciłam za jego rękę i zaczął prowadzić mnie do szklanych drzwi, które otwierały mały balkon.
-Skąd wiedziałeś, że to tu jest?
-Imprezy Candy są warte przyjścia, ale są szalone, więc wędruję po jej domu...- mówił.- ...wiesz, żeby odpocząć.- przytaknęłam. Przyciągnął metalowe krzesło szurając nim po betonowym podłożu i usiadł, opierając nogi na poręczy powyżej. - No, nie stój tak. -zaśmiał się, szarpiąc za moją talię.
Motyle roiły się w moim brzuchu, kiedy błyskawicznie ręce Justina znalazły się na moim brzuchu. Nie mogłam nic poradzić na to uczucie zawrotu głowy. Ponownie siedziałam na kolanach Justina tylko, że byłam na nim zwinięta w kłębek, kiedy on siedział wygodnie. Moje plecy przyciśnięte do jego klatki, ręce zwinięte w kłębek na moich kolanach.
Na zewnątrz było mi zimno, ale ciało Justina było ciepłe, a jego ręce były owinięte wokół mnie, jego ręka słodko pieściła moją, druga ręka bawiła się moimi włosami.
-Wszyscy mówią, jakie wspaniałe i romantyczne jest patrzenie na gwiazdy- zaczął.
- I co?
-To trochę nudne...- zaśmiałam się- To znaczy, szczerze, są ładne i w ogóle, ale nie myślę, że gwiazdy są tak romantyczne.
-Więc, dlaczego ludzie mówią, ze obserwowanie gwiazd jest tak romantyczne?
-No, kiedy ludzie są na randce i patrzą w gwiazdy, myślisz, że oni naprawdę na nie patrzą? - zapytał. No ba!
-Na co innego mogliby patrzeć?
-Na siebie, oczywiście.
Zmarszczyłam brwi- Nie rozumiem.
-Mała panna Zaawansowanego Stażu (?) nie rozumie?
-Nie jesteś zabawny.- mruknęłam. Zaśmiał się dając mi uścisk.
-Nie sądzę, że patrzenie w gwiazdy jest romantyczne, to co czyni je romantycznym to przebywanie z wyjątkową osobą, z którą to robisz. Każde miejsce może być romantyczne, serio. Po prostu musisz być z odpowiednią osobą.
Wkrótce zamilkliśmy. W tym samym momencie myślałam, że widziałam prawdziwego Justina świecącego z gwiazdami. Był znacznie bardziej ambitny niż się wydawał z początku i myślę, że granie fajnego sprawia, że czuje się bezpieczniej. Nie obchodziło mnie to, w każdym razie tak sobie powtarzałam.
Lekki szum imprezy wciąż był słyszalny oraz głośni, pląsający nastolatkowie wokół posiadłości byli również do usłyszenia. I, tak, nie spodziewałam się takich rzeczy, ale czułam się z tym w porządku.
Byliśmy cicho. Naprawdę cicho. Ale to nie było niezręczne, nie było niewygodne. Było spokojnie, i cicho, i spokojnie.
Podniosłam głowę, by zobaczyć srebrzysty półksiężyc przebłyskujący na ciemnym niebie, granatowym płótnie usianym diamentami. Wtedy nagle, jak podmuch świeżego powietrza lub przypadkowe dreszcze, usta Justina szybko znalazły się na moim policzku a następnie szybko zabrane.
Zachichotałam i rzuciłam mu zmieszane spojrzenie- J-ja, ja nie wiem, przepraszam...- powiedział nieśmiało, pocierając kark. Potrząsnęłam głową, kiedy siedział ze spuszczoną głową w zakłopotaniu.
-Chodź tu, idioto.
Nie wiem, ale go pocałowałam.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
AAAAAA!!! CDJNKBVJHBJHNNKJEWIJRUHGRUBV JARA!!!!
Cześć,
to druga część siódmego rozdziału. Podzieliłam go na dwie, bo pewna osoba nie rozumie dlaczego nie dodawałam rozdziału. Po co proszę o komentarze? Po to żeby wiedzieć, czy to dalej tłumaczyć. No, ale jeśli, ktoś nie pojmuje, że zdarzają się bardzo trudne sytuacje, to nie moja wina. Ja Was tu nie trzymam na siłę. Rozumiem Was również, bo podaję kiedy to ja nie dodam rozdziału, a potem nie dodaję. Przepraszam.
Dobra, przejdźmy do przyjemniejszej części.
POCAŁOWAŁA GO!!!!! KLKCNJLKEJKVVUBUIRRNJVV
Ciężko się to tłumaczyło :/
Także, przepraszam za to, że możecie nie zrozumieć wszystkiego w rozdziale ;D
Za błędy również, bo nie sprawdzałam rozdziału.
Już się biorę za ósmy rozdział :D
KOCHAM WAS!
Kaśka.
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
piątek, 18 kwietnia 2014
Seven. Część I
Stukałam swoim ołówkiem, jak zawsze robiłam, gdy zapadałam w trans skupienia. Ten angielski sam się nie napisze, przypominałam sobie. Westchnęłam, rosnące zniecierpliwienie brakiem twórczego przypływu zbliżającego się do mojego mózgu, właśnie jak teraz. Twórcze pisanie było czymś czego mi zawsze brakowało.
-Puk, puk- jej znajomy, jasny i żywiołowy głos nucił. Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam moją przyjaciółkę przechodzącą przez drzwi.
-Seanna- uśmiechnęłam się nie zadając sobie trudu z obróceniem się.-Co ty tut- Z dźwięku, który słyszałam, była ubrana w obcasy, które stukały w drewnianą podłogę. Szybko skrzywiłam się i marszczyłam nos z obrzydzeniem- Co masz na sobie?
Widzisz, spodziewałam się krótkiej sukienki, którą kupiłyśmy razem na 32 ulicy i pary jasnych koturnów. Mój mózg od razu założył, że była tu pożyczyć kwiatową opaskę do włosów na piątkowy, rodzinny obiad.
Oczywiście, myliłam się. Głupio, że nawet tak myślałam. W piątek jej ojciec jest z dala od biznesu, a mama jest w Country Club prawdopodobnie flirtując z kieszeniami i jej bratem? Miał własne życie, w które nikt się nie mieszał.
-Co? Nigdy nie widziałam dziewczyny wystrojonej jak lalka na domówkę i- oh czekaj, ty nie miałaś. - usiadła na moim łóżku usatysfakcjonowana. Obróciłam się na moim krześle, rzucając jej śmiertelne spojrzenie. Wróciłam do mojego pierwszego pytania.
-Cokolwiek.- mruknęłam do siebie- Co ty tutaj robisz, jeszcze raz?
-Zabieram Cię, oczywiście- zakaszlałam, dławiąc się brakiem odpowiedzi*. Ale w rzeczywistości wszystko było zadławieniem się na pomysł mojego udziału w domówce.
-Jeszcze raz?- Seanna przewróciła oczami.- Ja się nie jąkam, Cara. Rusz dupę i olej harowanie, wyjeżdżamy za 10 minut.
-Seanna, nie idę.- stwierdziłam stanowczo. Założyłam ręce na klatce i obróciłam się z powrotem do ekranu.
-O nie, nie.- zachichotała i przeciągnęła moje krzesło do mojej szafy.
-Poważne Seanna, nie możesz zabrać Macie?- zapytałam poważnie wkurzona. Dlaczego ja zawsze byłam jej "chodźmy-do"?
-Poważnie myślałaś, że Macie nie była moim planem A?- Ałć - Ma anginę. A ty i ja dobrze wiemy, że to nie fajnie być na imprezie z chorą osobą, która nie może znieść shotów i grać w zabawy.
Zaśmiałam się moim sarkastycznym śmiechem, wysuwając się z mojej szafy i przemówiłam ponownie- Jeśli myślisz, że będę brała udział w jakichkolwiek wstrząsach lub czymkolwiek co powiedziałaś, wyraźnie się pomyliłaś.
Seanna już rzuciła się do mojej szafy, odrzucając wszystko co z niej wyciągnęła. Wkrótce zaczął tworzyć się stos ubrań na mojej podłodze, rosnąc w sekundzie.
-Seanna! Co do cholery! Będziesz to sprzątać, nie możesz tego po pr-
-Masz. Załóż to.
-Seanna, to moja kościelna spódnica z siódmej klasy. - przechyliłam głowę w błędzie.
-Wiem, a to najciaśniejsza rzecz w twojej szafie, więc jeśli nie masz nic przeciwko.- rzuciła małą, czarną spódnicę i kusy biustonosz, który miał iść pod swetry i sukienki. Nie byłam zbyt konserwatywną elegantką, ale na pewno nie byłam typem osób lubiących domówki.
-Seanna, myślisz, że mama naprawdę pozwoli mi wyjść z domu ubrana jak prostytutka?
-Wiesz, naprawdę nie ma wstydu w prostytucji.- powiedziała prosto. Przygryzłam moją wargę by nie otworzyć ust i nie skomentować tego. - I rozmawiałam z twoją mamą, która kazała mi wyciągnąć cię z domu - otworzyłam usta by coś powiedzieć- ... i mam jej numer pagera i numer do pracy, wiec nie ma wiecej pytań.
Naprawdę nie mogłam myśleć o tym co powiedzieć, poza moim twierdzeniem dzieje się coś więcej.
Pójście tam nie zrobi mi krzywdy, ale nie byłam typem przeciągania odrabiania zadań, ani typem zostawania tak długo jak Macie i Seanna.
Seanna ma zawsze trochę więcej zabawy, kiedy jest singielką. To byłaby zupełnie inna historia gdyby była teraz w związku.
Wzięłam głęboki oddech- Seanna piszczy, klaszcząc w ręce jak dziecko i skacze w jej szalenie wysokich obcasach. - Ale musisz mi obiecać, że nie zostawisz mnie samej sobie.
-Robisz wrażnie jakbym zabierała cię w pogo.
Czy licealne imprezy nie są przerażające jak to?
-Jeszcze raz?- Seanna przewróciła oczami.- Ja się nie jąkam, Cara. Rusz dupę i olej harowanie, wyjeżdżamy za 10 minut.
-Seanna, nie idę.- stwierdziłam stanowczo. Założyłam ręce na klatce i obróciłam się z powrotem do ekranu.
-O nie, nie.- zachichotała i przeciągnęła moje krzesło do mojej szafy.
-Poważne Seanna, nie możesz zabrać Macie?- zapytałam poważnie wkurzona. Dlaczego ja zawsze byłam jej "chodźmy-do"?
-Poważnie myślałaś, że Macie nie była moim planem A?- Ałć - Ma anginę. A ty i ja dobrze wiemy, że to nie fajnie być na imprezie z chorą osobą, która nie może znieść shotów i grać w zabawy.
Zaśmiałam się moim sarkastycznym śmiechem, wysuwając się z mojej szafy i przemówiłam ponownie- Jeśli myślisz, że będę brała udział w jakichkolwiek wstrząsach lub czymkolwiek co powiedziałaś, wyraźnie się pomyliłaś.
Seanna już rzuciła się do mojej szafy, odrzucając wszystko co z niej wyciągnęła. Wkrótce zaczął tworzyć się stos ubrań na mojej podłodze, rosnąc w sekundzie.
-Seanna! Co do cholery! Będziesz to sprzątać, nie możesz tego po pr-
-Masz. Załóż to.
-Seanna, to moja kościelna spódnica z siódmej klasy. - przechyliłam głowę w błędzie.
-Wiem, a to najciaśniejsza rzecz w twojej szafie, więc jeśli nie masz nic przeciwko.- rzuciła małą, czarną spódnicę i kusy biustonosz, który miał iść pod swetry i sukienki. Nie byłam zbyt konserwatywną elegantką, ale na pewno nie byłam typem osób lubiących domówki.
-Seanna, myślisz, że mama naprawdę pozwoli mi wyjść z domu ubrana jak prostytutka?
-Wiesz, naprawdę nie ma wstydu w prostytucji.- powiedziała prosto. Przygryzłam moją wargę by nie otworzyć ust i nie skomentować tego. - I rozmawiałam z twoją mamą, która kazała mi wyciągnąć cię z domu - otworzyłam usta by coś powiedzieć- ... i mam jej numer pagera i numer do pracy, wiec nie ma wiecej pytań.
Naprawdę nie mogłam myśleć o tym co powiedzieć, poza moim twierdzeniem dzieje się coś więcej.
Pójście tam nie zrobi mi krzywdy, ale nie byłam typem przeciągania odrabiania zadań, ani typem zostawania tak długo jak Macie i Seanna.
Seanna ma zawsze trochę więcej zabawy, kiedy jest singielką. To byłaby zupełnie inna historia gdyby była teraz w związku.
Wzięłam głęboki oddech- Seanna piszczy, klaszcząc w ręce jak dziecko i skacze w jej szalenie wysokich obcasach. - Ale musisz mi obiecać, że nie zostawisz mnie samej sobie.
-Robisz wrażnie jakbym zabierała cię w pogo.
Czy licealne imprezy nie są przerażające jak to?
wtorek, 1 kwietnia 2014
Odpowiedzi.
Cześć!
Co u Was?
Odpowiem na te pytania.
1.Ulubiony kolor.
- Czarny ♥
2. Ulubiony film.
- Emmm...tooo chyba będzie 'Bez mojej zgody' :)
3. Lubisz AHS?
- Szczerze tooo nie oglądam tego, ale na moim tumblr'erze jest tego masa, bo większość cytatów opisuje mnie :)))
4. Ulubione zwierzę
- Kooootki *.*
5. Kogo shippujesz
- Hahahaha jaaa jestem zazdrosna jeśli chodzi o osoby, które mi się podobają, więc shippuję siebie z nimi ;D
6. Do jakich fandomów należysz
- Belieber, uwieeelbiam One Direction, ale jeszcze nie nazwę się Directioner ;) Kocham Demi i baaardzo lubię Little Mix ♥♥ oprócz tego to jeszcze heavy metal ale hahahah nie mają fandomów :D
7. Masz tt
- Maam! :D Proszę... @shelovesharry_x
8. Lubisz kiwi
- Ciężko... tak średnio :)
JEŚLI MACIE DO MNIE JAKIEKOLWIEK PYTANIA, ŚMIAŁO!! :)
Kocham Waas <3
Kaśka.
Co u Was?
Odpowiem na te pytania.
1.Ulubiony kolor.
- Czarny ♥
2. Ulubiony film.
- Emmm...tooo chyba będzie 'Bez mojej zgody' :)
3. Lubisz AHS?
- Szczerze tooo nie oglądam tego, ale na moim tumblr'erze jest tego masa, bo większość cytatów opisuje mnie :)))
4. Ulubione zwierzę
- Kooootki *.*
5. Kogo shippujesz
- Hahahaha jaaa jestem zazdrosna jeśli chodzi o osoby, które mi się podobają, więc shippuję siebie z nimi ;D
6. Do jakich fandomów należysz
- Belieber, uwieeelbiam One Direction, ale jeszcze nie nazwę się Directioner ;) Kocham Demi i baaardzo lubię Little Mix ♥♥ oprócz tego to jeszcze heavy metal ale hahahah nie mają fandomów :D
7. Masz tt
- Maam! :D Proszę... @shelovesharry_x
8. Lubisz kiwi
- Ciężko... tak średnio :)
JEŚLI MACIE DO MNIE JAKIEKOLWIEK PYTANIA, ŚMIAŁO!! :)
Kocham Waas <3
Kaśka.
poniedziałek, 31 marca 2014
KOCHAM WAS :)
Hahahaha ♥♥ Jak ja Was kooocham!
Muszę się chyba przyzwyczaić, że będziecie tak szybko nabijać komentarze :D
Jak zwykle zaskoczenie! Dlatego, baardzo Was przepraszam i postaram się dodać nowy rozdział do piątku :)
Bardzo dziękuję, za pomoc w promowaniu bloga :) Niezmiernie mi miło, że ktoś inny jeszcze to komentuje :)
Nie chcę Was smucić, ale to opowiadanie ma tylko 10 rozdziałów, więc zostały jeszcze trzy, bo jego autorka nie dodaje nowych postów :( Przykro mi z tego powodu...
Odpowiem na pytania za chwilę, albo pod nowym rozdziałem :D Specjalnie dla Niki ;D
Kocham Was tak strasznie, że akljkenjkjfuihetjknkcw ♥♥♥
Do następnego,
Kaśka :) xx
+ Przepraszam, że nie dodaję go teraz, ale na bloga weszłam dzisiaj, bo nie mogłam zrobić tego wcześniej. Sytuacja rodzinna :/ Przepraszam! Kochaaam Was <3
Muszę się chyba przyzwyczaić, że będziecie tak szybko nabijać komentarze :D
Jak zwykle zaskoczenie! Dlatego, baardzo Was przepraszam i postaram się dodać nowy rozdział do piątku :)
Bardzo dziękuję, za pomoc w promowaniu bloga :) Niezmiernie mi miło, że ktoś inny jeszcze to komentuje :)
Nie chcę Was smucić, ale to opowiadanie ma tylko 10 rozdziałów, więc zostały jeszcze trzy, bo jego autorka nie dodaje nowych postów :( Przykro mi z tego powodu...
Odpowiem na pytania za chwilę, albo pod nowym rozdziałem :D Specjalnie dla Niki ;D
Kocham Was tak strasznie, że akljkenjkjfuihetjknkcw ♥♥♥
Do następnego,
Kaśka :) xx
+ Przepraszam, że nie dodaję go teraz, ale na bloga weszłam dzisiaj, bo nie mogłam zrobić tego wcześniej. Sytuacja rodzinna :/ Przepraszam! Kochaaam Was <3
+ DODAWAJCIE W KOMENTARZACH SWOJE OPOWIADANIA/ TŁUMACZENIA!! DODAM JE DO LISTY <3
poniedziałek, 17 marca 2014
Six.
-Po prostu przejdźmy do sedna- mruczała swoim cynicznym głosem. Odskoczyłem słysząc jej syczący głos, taki zmysłowy, seksowny. Ale niezaprzeczalnie zdesperowany.
-Jamie...- ciągnąłem. Jej włosy były spięte w staranny, wysoki kucyk. Ubierała swój strój cheerleaderski, czarny i czerwony ładnie ją ubierał. Kolory piekła. Mrugała rzęsami czekając na odpowiedź. Jej oczy były lodowate i zimne.
-Czego chcesz?- zapytałem bardziej surowo, niż pierwotnie chciałem.
-Słyszałam, że jesteś zakochany w kochanej Carze, wszystko tak nagle. - uśmiechnęła się, zamykając drzwiczki mojej szafki swoją filigranową dłonią. Przechyliła głowę, jej diabelski uśmieszek ciągle był przyklejony do jej twarzy. Spojrzałem na podłogę, potem znów na jej lodowate oczy, łapiąc ostre spojrzenie, białe cheerleaderskie buty.
Mieliśmy historię. Jamie Nickelson i ja. Pieprzyliśmy się, ale to nic poważnego. Ma złe usposobienie, złośliwa, blond suka z wszystkich właściwych stereotypów. Ma długie, blond włosy, nowy strój cheerleaderki, opalone nogi i dobrą postawę (?). Była popularna, z wszystkich złych powodów.
Była chrześcijanką, bardzo religijna, więc nigdy nie przeszła do drugiej bazy.
-Być może- odparłem chłodno. Zrzuciłem jej rękę z mojego ramienia.
-Co z tobą? - jej oczy, jakby przygotowywały się na swego rodzaju walkę.
-Chodzą plotki, że wychodzicie w piątek.- powiedziała zupełnie nie zważając na moje pytanie. Uśmiechnęła się pokazując swoje perfekcyjnie białe zęby.
-Jak twoja umówiona randka zabawy?
Przewróciłem oczami.
-Jest sedno tej rozmowy?-syknąłem. Tym razem zabrzmiałem jak chuj, i mnie to nie obchodziło. Powoli działała mi na nerwy. Przyszedłem do szkoły w dobrym humorze, i w jakiś sposób, Jamie znalazła sposób, żeby wszystko spieprzyć.
-Czy ona wreszcie wygasła?- powiedziała bez tchu, zakrywając usta dłonią, uważając by nie rozmazać błyszczyka na jej pulchnych, różowych ustach.
Wyczuła, że chcę od niej odejść, chwyciła mój łokieć. - Rzuć ją i zapomnij o niej... Ty i ja wiemy, że nie jest... odpowiednia, do potrzeb, które muszą być zaspokojone. Mam rację? - wyszeptała sugestywnie, kręcąc się wokół mnie. Jej ręce spoczywały na mojej skórzanej kurtce, teraz na moim ramieniu.
-Od kiedy jesteś odpowiednia? Co się stało ze studiowaniem Biblii, co kochanie? - zapytałem drwiąco, licząc na to, że uzyska odpowiedź. Byłem zakochany w Jamie na kilka sekund, rzeczywiście zawsze chcę Carę. Ta rozmowa z upływem czasu coraz bardziej traciła sens.
-Powiedzmy, że w moim sercu nastąpiła zmiana.- uśmiechnęła się zalotnie.- I powiedzmy sobie szczerze, Cara naprawdę nie jest dobra dla takiego wyzwania.- powiedziała z przymrużeniem oka- Mówię ci dla twojego dobra.- powiedziała 'słodko'. Pozwoliła jej blond kucykowi się trochę pohuśtać. - Kiedy rzucisz ten pomysł z łamaniem małej dziewczynki, znajdź i przyjdź do mnie. Pocałowała mnie w policzek, po czym odwróciła się na pięcie i kołysząc biodrami, odeszła.
Może Jamie miała rację. Może marnowałem swój czas. Jamie chętnie się mi oferuje, a ja walczę o dziewczynę, która nie widzi we mnie nic innego niż szkodnika. Jamie była seksowną, blondynką, i mimo, że każdy chciał z nią spróbować na tylnych siedzeniach, ja nie czułem czegoś do niej.
Tak, była gorąca. Ale inaczej, naprawdę nie przyciągało mnie to co robiła. Cara? Oh, Cara... to inna historia. Mogła patrzeć w moją stronę i to ja mogłem mieć omdlenia. Zrobiła coś poza moją kontrolą, że czasami nie miałem pojęcia jak na to odpowiedzieć.
-Pięknie, prawda? - uśmiechnęła się przechylając głowę i patrząc tęskno w okno. Choć mówiła o deszczu, który nagle zaatakował Kalifornię, a ja mówiłem o sytuacji, w której byłem.
Staram się nie brzmieć jak soczysta, nastolatka, gdy mówię o chwilach, które mogę podzielić z Cara Torres, ale za każdym razem kiedy to robię, to jest dokładnie to, co wychodzi.
Trzymałem dystans od Cary siedząc z nią na kanapie. To był dopiero pierwszy raz kiedy wyszliśmy razem, więc nie chciałem stać się zbyt szorstki. Chociaż wyglądała nieziemsko wtulona w moją bluzę, i mogła wyglądać jeszcze bardziej nieziemsko w moich ramionach, wiedziałem, że nie czuła tego samego co ja.
No, jeszcze nie.
Poparzyła przez swoje rzęsy i uśmiechnęła. Uśmiech, który prawie mnie zabił.
Syknąłem ciąg przekleństw zdając sobie sprawę z tego jak bardzo spóźniony byłem na pierwszy termin. Pieprzona Jamie Nickelson.
Niepewnie chwyciłem gałkę prowadzącą do klasy pierwszego terminu. Pani McAllen. Ta suka miała na mnie i jeszcze spóźniłem się 10 minut do jej klasy, prawdopodobnie nie pomoże mi to w umieszczeniu się w jej książce.
-Ah, panie Bieber. Nie ma tutaj niespodzianki.- mruknęła z goryczą. Uśmiechnąłem się, nie okazując żadnych oznak skruchy. Więc spóźniłem się na poranne ogłoszenia na tandetnym porannym programie naszych szkolnych debili. I co z tego? Wielka sprawa.
-Zajmij miejsce i nie spóźniaj się więcej, żebym nie musiała cię na tym więcej przyłapywać. - syknęła. Reszta nauczycieli pewnie by mnie odnotowała, ale wiem, że wnioski złożone w plikach nauczycieli muszą oni wypełniać i pani McAllen będąc panią McAllen by to zrobić.
Usiadłem na moim stałym miejscu w tyle, gdzie już czekał Chaz. Otoczony przez znajome twarze, zajmujące ławki wokół mnie i Chaza. Moje przybycie w jakiś sposób znaczyło coś dla nich, jak wszyscy przywitali mnie w jeden lub drugi sposób. Położyłem torbę na podłodze.
-Gdzie byłeś, stary? Widziałem cię rano w kawiarni.- wyszeptał kiedy pani McAllen rozpoczęła dzisiejszą lekcję.
-Jamie Nickelson.- odpowiedziałem pokornie i słodko.
-Ładnie, stary.- odpowiedział, klepiąc mnie po plecach.- Włosy nie na miejscu. - pochwalił. Nie, Chaz.
-Nic nie zrobiliśmy. Ona była po prostu protekcjonalną dziwką.
-Jak zwykle.- Chaz zachichotał.- Co powiedziała?
-Nic ważnego oczywiście. Ona ty-
-Spóźniłeś się i rozpraszasz moją klasę.- przejrzała po klasie.
Powoli klasa stawała się większa a ja mniejszy i mniejszy. Wszystkie oczy były zwrócone na mnie. - Gabinet.- syknęła. Jęknąłem zyskując niepotrzebne śmianie się od uczniów. Chaz tylko zachichotał i posłał mi buziaka kiedy wychodziłem z na-miłość-boską diabelskiej dziury.
Mruknąłem kilka wulgaryzmów odnoszących się do pani McAllen. Jest oczywiście pozbawiona życia seksualnego z mężem.
I oto ona.
W świetle jednego z wielu reflektorów przy głównym gabinecie.
Jak anioł w świetle. Zauważyła mój wzrok i potraktowała go jakby był niczym. Pytałem sam siebie jak długo zajmie zanim całkowicie się przede mną otworzy, kiedy będzie się czuła przy mnie zupełnie komfortowo.
Jeśli mógłbym złamać jej bariery, wtedy może wszystko zaczęłoby się układać. Szybko mnie wyminęła, ale nie na tyle szybko by uciec od mojego ramienia.
Pociągnąłem ją na moje kolana, kiedy ułożyłem się wygodnie zaledwie sekundę temu, wtedy gdy na nim usiadłem. Dyszała.
-Justin!- syknęła zyskując uwagę niektórych kobiet będących w biurze, mrugnąłem a one zachichotały i wróciły do pracy. Cara jęknęła- Co ty tu robisz?
-Czego ja tu nie robię?- wywróciła oczami i posłała spojrzenie, z którym wiedziałem, że nie można żartować.- McAllen- odpowiedziałem w końcu.
-Jak przeszedłeś na jej złą stronę, Justin? Jest jedną z najmilszych nauczyciel-
-Ona mnie nienawidzi!- wtrąciłem a ona westchnęła.- Moje oceny spadają w jej klasie, więc zgaduję, że to powód dlaczego nienawidzi mnie częściej.
-Częściej.- zachichotała. Jej włosy były dzisiaj w jasnych lokach. Tak miło kształtowały jej twarz. Cara była opalona. Miała jedwabiście gładką skórę. Moja dłoń spoczęła na jej kolanie. Miała na sobie spódnicę z kwiatowym wzorem i spinkę z kwiatem we włosach. Jej usta były pomalowane na odcień brzoskwini i policzki obsypane kolorem różu.
Była definicją piękna.
Cisza dotarła a Cara zdała sobie sprawę z tego, że wciąż siedzi na moim kolanie. Skoczyła, wciągając gwałtownie powietrze, niezręcznie wkładając kakaowe pasemko włosów za ucho- Cóż, uh...- przełknęła ślinę. Jej rzęsy wydawały się ocierać o policzki, kiedy mrugała. Uśmiechnąłem się na to, jak słodkie to było. -Zobaczymy się?- zapytała. Skinąłem głową.
-Obiad? Czy może chcesz-
-Bieber.- surowy głos pana Barclay...dobra...warczący. Nasze głowy obróciły się w stronę małego człowieka wychylającego się zza drzwi. Uśmiechnął się do Cary zanim potrząsnął głową w moją stronę. Jego wyraz twarzy szybko zmienił się w uśmiech. - Nie możemy trzymać się z dala od kłopotów, możemy, panie Bieber?- zaśmiał się.
Pana Barclay'a dotyczy tylko sport. Byliśmy najlepszą akademią wzdłuż wschodniego wybrzeża jeśli chodzi o wszystkie rzeczy ze sportu czy sztuki dramatycznej. Jestem na szczycie łańcucha pokarmowego, a odnosi się to do sportu; dlatego jestem tu nietykalny.
-Zostawię cię- Cara powiedziała delikatnie. Pokiwałem głową i już jej nie było.
Szkoda, że mnie zostawiła. Chciałbym spędzać z nią każdą sekundę. To co Cara Torres ze mną robi, nie jest normalne.
Nie było nic, choć trochę ważne o rozmowie, którą miałem z panem Barclay'em. Mówił mi o trzymaniu się daleko od problemów aż nagle zmienił temat i zaczął mówić o moim stypendium w Kalifornii. Powiedział mi, że Uniwersytet Południowej Kalifornii jest zainteresowany moim ewentualnym wpisem do koszykarzy.
To samo z Uniwersytetem w Kalifornii, Los Angeles i w Południowej Karolinie i kilka innych szkół, o których udziale nawet nie marzyłem.
Collage nie był moim największym zmartwieniem. Cara nim była.
Dzwonek zadzwonił, kiedy nadszedł trzeci termin. Miałem teraz obiad i jeśli będę miał szczęście, zjem go z Carą zanim ona ruszy ze swoimi przyjaciółmi.
Zauważyłem, że Jamie znowu wychyla się zza jej szafki. Tłum cheerleaderek otaczał ją, gdy mówiła. Złapała mój wzrok i mrugnęła do mnie. Rozejrzałem się dookoła i potrząsnąłem głową.
Jamie Nickelson była łatwą drogą. Cara była tą przeznaczoną.
Jamie Nickelson nie miała nic co miała Cara, i byłem tego pewien.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
... nie wiem czy powinnam powiedzieć coś więcej oprócz przeprosin... bo brak mi słów na moje zachowanie... tak. Jeśli jeszcze macie ochotę czytać będzie mi niezmiernie miło! Bo ja Was tak straaasznie kocham! <3
No to jeszcze się trochę wytłumaczę... na początku nazbierało mi się baaardzo dużo nauki. Nie miałam w ogóle wolnego czasu by to przetłumaczyć...potem święta... o ranyy bardzo mi głupio...potem miałam maaaałe problemy z dostępem do laptopa (hahaha mama). No to chyba tyle!
Co do rozdziału:
kdmncvckanvjknbkekjnvkjvhgwir oni są słooodcy!
Przepraszam za jakiekolwiek błędy ale bardzo szybko to pisałam :)
Jeśli macie jakiekolwiek pytania... to śmiało! :D
Koooocham Was! <3
-Jamie...- ciągnąłem. Jej włosy były spięte w staranny, wysoki kucyk. Ubierała swój strój cheerleaderski, czarny i czerwony ładnie ją ubierał. Kolory piekła. Mrugała rzęsami czekając na odpowiedź. Jej oczy były lodowate i zimne.
-Czego chcesz?- zapytałem bardziej surowo, niż pierwotnie chciałem.
-Słyszałam, że jesteś zakochany w kochanej Carze, wszystko tak nagle. - uśmiechnęła się, zamykając drzwiczki mojej szafki swoją filigranową dłonią. Przechyliła głowę, jej diabelski uśmieszek ciągle był przyklejony do jej twarzy. Spojrzałem na podłogę, potem znów na jej lodowate oczy, łapiąc ostre spojrzenie, białe cheerleaderskie buty.
Mieliśmy historię. Jamie Nickelson i ja. Pieprzyliśmy się, ale to nic poważnego. Ma złe usposobienie, złośliwa, blond suka z wszystkich właściwych stereotypów. Ma długie, blond włosy, nowy strój cheerleaderki, opalone nogi i dobrą postawę (?). Była popularna, z wszystkich złych powodów.
Była chrześcijanką, bardzo religijna, więc nigdy nie przeszła do drugiej bazy.
-Być może- odparłem chłodno. Zrzuciłem jej rękę z mojego ramienia.
-Co z tobą? - jej oczy, jakby przygotowywały się na swego rodzaju walkę.
-Chodzą plotki, że wychodzicie w piątek.- powiedziała zupełnie nie zważając na moje pytanie. Uśmiechnęła się pokazując swoje perfekcyjnie białe zęby.
-Jak twoja umówiona randka zabawy?
Przewróciłem oczami.
-Jest sedno tej rozmowy?-syknąłem. Tym razem zabrzmiałem jak chuj, i mnie to nie obchodziło. Powoli działała mi na nerwy. Przyszedłem do szkoły w dobrym humorze, i w jakiś sposób, Jamie znalazła sposób, żeby wszystko spieprzyć.
-Czy ona wreszcie wygasła?- powiedziała bez tchu, zakrywając usta dłonią, uważając by nie rozmazać błyszczyka na jej pulchnych, różowych ustach.
Wyczuła, że chcę od niej odejść, chwyciła mój łokieć. - Rzuć ją i zapomnij o niej... Ty i ja wiemy, że nie jest... odpowiednia, do potrzeb, które muszą być zaspokojone. Mam rację? - wyszeptała sugestywnie, kręcąc się wokół mnie. Jej ręce spoczywały na mojej skórzanej kurtce, teraz na moim ramieniu.
-Od kiedy jesteś odpowiednia? Co się stało ze studiowaniem Biblii, co kochanie? - zapytałem drwiąco, licząc na to, że uzyska odpowiedź. Byłem zakochany w Jamie na kilka sekund, rzeczywiście zawsze chcę Carę. Ta rozmowa z upływem czasu coraz bardziej traciła sens.
-Powiedzmy, że w moim sercu nastąpiła zmiana.- uśmiechnęła się zalotnie.- I powiedzmy sobie szczerze, Cara naprawdę nie jest dobra dla takiego wyzwania.- powiedziała z przymrużeniem oka- Mówię ci dla twojego dobra.- powiedziała 'słodko'. Pozwoliła jej blond kucykowi się trochę pohuśtać. - Kiedy rzucisz ten pomysł z łamaniem małej dziewczynki, znajdź i przyjdź do mnie. Pocałowała mnie w policzek, po czym odwróciła się na pięcie i kołysząc biodrami, odeszła.
Może Jamie miała rację. Może marnowałem swój czas. Jamie chętnie się mi oferuje, a ja walczę o dziewczynę, która nie widzi we mnie nic innego niż szkodnika. Jamie była seksowną, blondynką, i mimo, że każdy chciał z nią spróbować na tylnych siedzeniach, ja nie czułem czegoś do niej.
Tak, była gorąca. Ale inaczej, naprawdę nie przyciągało mnie to co robiła. Cara? Oh, Cara... to inna historia. Mogła patrzeć w moją stronę i to ja mogłem mieć omdlenia. Zrobiła coś poza moją kontrolą, że czasami nie miałem pojęcia jak na to odpowiedzieć.
-Pięknie, prawda? - uśmiechnęła się przechylając głowę i patrząc tęskno w okno. Choć mówiła o deszczu, który nagle zaatakował Kalifornię, a ja mówiłem o sytuacji, w której byłem.
Staram się nie brzmieć jak soczysta, nastolatka, gdy mówię o chwilach, które mogę podzielić z Cara Torres, ale za każdym razem kiedy to robię, to jest dokładnie to, co wychodzi.
Trzymałem dystans od Cary siedząc z nią na kanapie. To był dopiero pierwszy raz kiedy wyszliśmy razem, więc nie chciałem stać się zbyt szorstki. Chociaż wyglądała nieziemsko wtulona w moją bluzę, i mogła wyglądać jeszcze bardziej nieziemsko w moich ramionach, wiedziałem, że nie czuła tego samego co ja.
No, jeszcze nie.
Poparzyła przez swoje rzęsy i uśmiechnęła. Uśmiech, który prawie mnie zabił.
Syknąłem ciąg przekleństw zdając sobie sprawę z tego jak bardzo spóźniony byłem na pierwszy termin. Pieprzona Jamie Nickelson.
Niepewnie chwyciłem gałkę prowadzącą do klasy pierwszego terminu. Pani McAllen. Ta suka miała na mnie i jeszcze spóźniłem się 10 minut do jej klasy, prawdopodobnie nie pomoże mi to w umieszczeniu się w jej książce.
-Ah, panie Bieber. Nie ma tutaj niespodzianki.- mruknęła z goryczą. Uśmiechnąłem się, nie okazując żadnych oznak skruchy. Więc spóźniłem się na poranne ogłoszenia na tandetnym porannym programie naszych szkolnych debili. I co z tego? Wielka sprawa.
-Zajmij miejsce i nie spóźniaj się więcej, żebym nie musiała cię na tym więcej przyłapywać. - syknęła. Reszta nauczycieli pewnie by mnie odnotowała, ale wiem, że wnioski złożone w plikach nauczycieli muszą oni wypełniać i pani McAllen będąc panią McAllen by to zrobić.
Usiadłem na moim stałym miejscu w tyle, gdzie już czekał Chaz. Otoczony przez znajome twarze, zajmujące ławki wokół mnie i Chaza. Moje przybycie w jakiś sposób znaczyło coś dla nich, jak wszyscy przywitali mnie w jeden lub drugi sposób. Położyłem torbę na podłodze.
-Gdzie byłeś, stary? Widziałem cię rano w kawiarni.- wyszeptał kiedy pani McAllen rozpoczęła dzisiejszą lekcję.
-Jamie Nickelson.- odpowiedziałem pokornie i słodko.
-Ładnie, stary.- odpowiedział, klepiąc mnie po plecach.- Włosy nie na miejscu. - pochwalił. Nie, Chaz.
-Nic nie zrobiliśmy. Ona była po prostu protekcjonalną dziwką.
-Jak zwykle.- Chaz zachichotał.- Co powiedziała?
-Nic ważnego oczywiście. Ona ty-
-Spóźniłeś się i rozpraszasz moją klasę.- przejrzała po klasie.
Powoli klasa stawała się większa a ja mniejszy i mniejszy. Wszystkie oczy były zwrócone na mnie. - Gabinet.- syknęła. Jęknąłem zyskując niepotrzebne śmianie się od uczniów. Chaz tylko zachichotał i posłał mi buziaka kiedy wychodziłem z na-miłość-boską diabelskiej dziury.
Mruknąłem kilka wulgaryzmów odnoszących się do pani McAllen. Jest oczywiście pozbawiona życia seksualnego z mężem.
I oto ona.
W świetle jednego z wielu reflektorów przy głównym gabinecie.
Jak anioł w świetle. Zauważyła mój wzrok i potraktowała go jakby był niczym. Pytałem sam siebie jak długo zajmie zanim całkowicie się przede mną otworzy, kiedy będzie się czuła przy mnie zupełnie komfortowo.
Jeśli mógłbym złamać jej bariery, wtedy może wszystko zaczęłoby się układać. Szybko mnie wyminęła, ale nie na tyle szybko by uciec od mojego ramienia.
Pociągnąłem ją na moje kolana, kiedy ułożyłem się wygodnie zaledwie sekundę temu, wtedy gdy na nim usiadłem. Dyszała.
-Justin!- syknęła zyskując uwagę niektórych kobiet będących w biurze, mrugnąłem a one zachichotały i wróciły do pracy. Cara jęknęła- Co ty tu robisz?
-Czego ja tu nie robię?- wywróciła oczami i posłała spojrzenie, z którym wiedziałem, że nie można żartować.- McAllen- odpowiedziałem w końcu.
-Jak przeszedłeś na jej złą stronę, Justin? Jest jedną z najmilszych nauczyciel-
-Ona mnie nienawidzi!- wtrąciłem a ona westchnęła.- Moje oceny spadają w jej klasie, więc zgaduję, że to powód dlaczego nienawidzi mnie częściej.
-Częściej.- zachichotała. Jej włosy były dzisiaj w jasnych lokach. Tak miło kształtowały jej twarz. Cara była opalona. Miała jedwabiście gładką skórę. Moja dłoń spoczęła na jej kolanie. Miała na sobie spódnicę z kwiatowym wzorem i spinkę z kwiatem we włosach. Jej usta były pomalowane na odcień brzoskwini i policzki obsypane kolorem różu.
Była definicją piękna.
Cisza dotarła a Cara zdała sobie sprawę z tego, że wciąż siedzi na moim kolanie. Skoczyła, wciągając gwałtownie powietrze, niezręcznie wkładając kakaowe pasemko włosów za ucho- Cóż, uh...- przełknęła ślinę. Jej rzęsy wydawały się ocierać o policzki, kiedy mrugała. Uśmiechnąłem się na to, jak słodkie to było. -Zobaczymy się?- zapytała. Skinąłem głową.
-Obiad? Czy może chcesz-
-Bieber.- surowy głos pana Barclay...dobra...warczący. Nasze głowy obróciły się w stronę małego człowieka wychylającego się zza drzwi. Uśmiechnął się do Cary zanim potrząsnął głową w moją stronę. Jego wyraz twarzy szybko zmienił się w uśmiech. - Nie możemy trzymać się z dala od kłopotów, możemy, panie Bieber?- zaśmiał się.
Pana Barclay'a dotyczy tylko sport. Byliśmy najlepszą akademią wzdłuż wschodniego wybrzeża jeśli chodzi o wszystkie rzeczy ze sportu czy sztuki dramatycznej. Jestem na szczycie łańcucha pokarmowego, a odnosi się to do sportu; dlatego jestem tu nietykalny.
-Zostawię cię- Cara powiedziała delikatnie. Pokiwałem głową i już jej nie było.
Szkoda, że mnie zostawiła. Chciałbym spędzać z nią każdą sekundę. To co Cara Torres ze mną robi, nie jest normalne.
Nie było nic, choć trochę ważne o rozmowie, którą miałem z panem Barclay'em. Mówił mi o trzymaniu się daleko od problemów aż nagle zmienił temat i zaczął mówić o moim stypendium w Kalifornii. Powiedział mi, że Uniwersytet Południowej Kalifornii jest zainteresowany moim ewentualnym wpisem do koszykarzy.
To samo z Uniwersytetem w Kalifornii, Los Angeles i w Południowej Karolinie i kilka innych szkół, o których udziale nawet nie marzyłem.
Collage nie był moim największym zmartwieniem. Cara nim była.
Dzwonek zadzwonił, kiedy nadszedł trzeci termin. Miałem teraz obiad i jeśli będę miał szczęście, zjem go z Carą zanim ona ruszy ze swoimi przyjaciółmi.
Zauważyłem, że Jamie znowu wychyla się zza jej szafki. Tłum cheerleaderek otaczał ją, gdy mówiła. Złapała mój wzrok i mrugnęła do mnie. Rozejrzałem się dookoła i potrząsnąłem głową.
Jamie Nickelson była łatwą drogą. Cara była tą przeznaczoną.
Jamie Nickelson nie miała nic co miała Cara, i byłem tego pewien.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
... nie wiem czy powinnam powiedzieć coś więcej oprócz przeprosin... bo brak mi słów na moje zachowanie... tak. Jeśli jeszcze macie ochotę czytać będzie mi niezmiernie miło! Bo ja Was tak straaasznie kocham! <3
No to jeszcze się trochę wytłumaczę... na początku nazbierało mi się baaardzo dużo nauki. Nie miałam w ogóle wolnego czasu by to przetłumaczyć...potem święta... o ranyy bardzo mi głupio...potem miałam maaaałe problemy z dostępem do laptopa (hahaha mama). No to chyba tyle!
Co do rozdziału:
kdmncvckanvjknbkekjnvkjvhgwir oni są słooodcy!
Przepraszam za jakiekolwiek błędy ale bardzo szybko to pisałam :)
Jeśli macie jakiekolwiek pytania... to śmiało! :D
Koooocham Was! <3
sobota, 25 stycznia 2014
...
Nie wiem jak bardzo mam Was przeprosic...
Ostatnio nie mam dostepu do laptopa, a teraz pisze na telefonie. Postaram sie dodac rozdzial zaraz gdy bede mogla wejsc na laptopa. Bardzo mocno Was przepraszam, mam nadzieje ze mi wybaczycie.
Kocham Was xx
Kasia
Ostatnio nie mam dostepu do laptopa, a teraz pisze na telefonie. Postaram sie dodac rozdzial zaraz gdy bede mogla wejsc na laptopa. Bardzo mocno Was przepraszam, mam nadzieje ze mi wybaczycie.
Kocham Was xx
Kasia
piątek, 20 grudnia 2013
Przepraaszam :(
Hej Kochani !
Nie wiem jak bardzo mam was przeprosić :(
Naprawdę nie miałam na nic ostatnio czasu :(
Nowy rozdział postaram się dodać do końca tego tygodnia, ale nie obiecuję :(
Jeszcze raz bardzo mocno przepraszam :(
Kocham Was xx
Nie wiem jak bardzo mam was przeprosić :(
Naprawdę nie miałam na nic ostatnio czasu :(
Nowy rozdział postaram się dodać do końca tego tygodnia, ale nie obiecuję :(
Jeszcze raz bardzo mocno przepraszam :(
Kocham Was xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)